No Milordy, robi się poważnie! Dzisiaj jest 10 grudnia, co oznacza, że właśnie wybija nam drugi miesiąc w podróży dookoła świata! A to znaczy, że zapraszamy na post: Drugi miesiąc w podróży – nasze podsumowanie ! 

Pozostałe podsumowania znajdziesz tu:

Miesiąc w podróży – nasze podsumowanie

Trzeci miesiąc w podróży – nasze podsumowanie

Czwarty miesiąc w podróży – nasze podsumowanie

Piąty miesiąc w podróży – nasze podsumowanie

W listopadzie nasza podróż przybrała na pewno trochę spokojniejszego tempa – przyzwyczailiśmy się już do życia w drodze i coraz bardziej uświadamiamy sobie, że mimo tęsknoty za Rodziną, Przyjaciółmi i cudowną Polską, szalenie podoba nam się takie życie… Ups, chyba właśnie powiedzieliśmy to na głos!

Zrealizowane marzenia

Wszystkie nasze marzenia podróżnicze znajdziesz tu. W październiku udało nam się kilka z nich zrealizować (więcej w poście: Miesiąc w podróży – nasze podsumowanie).

Czy listopad był równie łaskawy? Zobacz sam!

Obejrzeliśmy walkę Tajskiego boksu w pierwszym rzędzie, tuż za barierkami!
…kto jest fanem boksu, ten wie jak uprzywilejowane są miejsca w pierwszym rzędzie podczas walk. Nie bez powodu – widać z nich każdy cios, każdy ruch zawodników! Będąc w Chiang Mai koniecznie musieliśmy pójść na taką walkę. Jak dostać bilety? Jest to sprawa banalnie prosta, bo walki odbywają się codziennie, a bilety sprzedawane są wszędzie. My pofatygowaliśmy się do klubu, żeby je kupić i przy okazji zarezerwowaliśmy sobie miejsca pod samym ringiem! 😊
Tajski boks jest jednym z najbardziej brutalnych sportów, ale co najważniejsze – osadzony jest bardzo głęboko w tradycji i kulturze. Zawodnicy mają ogromny szacunek do swojego trenera i do przeciwników. Nie spotkasz się tutaj ze sztucznymi przepychankami. Walki rozpoczynają się tradycyjnym „tańcem” czy też modlitwą każdego z zawodników oraz błogosławieństwem trenera.
My byliśmy zachwyceni!
Mamy jeszcze na liście uczestnictwo w treningu tajskiego boksu i z pewnością na taki się wybierzemy!

Jak prawdziwi kibice 😜

Jak prawdziwi kibice 😜

Byliśmy na tajskim masażu w Tajlandii
…co tu dużo mówić😊 Gdyby spojrzeć na nasz budżet i podliczyć koszty masażu w Tajlandii, to spokojnie zająłby trzecie miejsce wśród wydatków – zaraz po noclegach i jedzeniu 😄 I to nie dlatego, że jest to droga przyjemność – wręcz przeciwnie. Po prostu z premedytacją jej nadużywaliśmy😄 Dla nas był to punkt obowiązkowy! Mieliśmy bardzo wysokie oczekiwania i zostały one w 100% spełnione. Wprawdzie tradycyjny tajski masaż jest dla nas trochę zbyt hmm… brutalny 😜, ale za to masaż całego ciała z użyciem olejku, czy masaż stóp to po prostu rewelacja!

Spróbowaliśmy autostopu w Azji
…i się nie rozczarowaliśmy! Po kilku dniach spędzonych w Parku Khao Yai, kolejnym miastem na naszej trasie było Sukhothai. Okazało się jednak, że chcąc tam dotrzeć musielibyśmy wrócić do Bangkoku i stamtąd szukać autobusu do tego antycznego miasta. Zdecydowaliśmy, że autostop będzie o wiele lepszym rozwiązaniem! Mieliśmy trochę utrudnione zadanie, ponieważ trasa z Pak Chong (miasteczka obok Parku Khao Yai) do Sukhothai nie jest główną trasą, co przekładało się na mniejszą ilość jeżdżących nią samochodów. Problemem też było wydostanie się z miasta, ponieważ Tajowie nie do końca rozumieją czym jest autostop i często chcieli nas podrzucić na dworzec 😄 Koniec końców po ponad 400 kilometrach i 5 stopach dotarliśmy do celu!

Zajadaliśmy się robalami na nocnym markecie
…celowo umieściliśmy to marzenie w tym poście, mimo że go nie zrealizowaliśmy. Po prawie miesięcznym pobycie w Tajlandii mamy nieodparte wrażenie, że jest to jeden z tych mitów krążących o Tajlandi – Tajowie zajadają się robalami, niczym Polacy schabowym…Jedna wielka bzdura! Byliśmy na wielu targach i przeważnie smażone robale spotykaliśmy w najbardziej turystycznych miejscach jak np. ulica Khao San w Bangkoku, gdzie nawet można było sobie zrobić zdjęcie z takim usmażonymi skorpionem za opłatą… Czasami na mniej turystycznych targach spotykaliśmy jakieś upieczone świerszcze, ale ani razu nie zdarzyło nam się widzieć Tajów pałaszujących takie przysmaki. Nie wiem, czy to kwestia tego, że my nie trafialiśmy w takie miejsca czy jest to jeden z utrwalanych podróżniczych mitów! Jeśli masz inną opinię na ten temat – podziel się z nami w komentarzu! My ma razie to marzenie usuwamy z naszej listy 😜!

Zajadaliśmy się najlepszym Pad Thai’em
…o wiele smaczniejsza okazała się noodle soup, zaczerpnięta z kuchni chińskiej czy kurczak z orzechami nerkowca. Fani mleczka kokosowego będą zachwyceni zupą Tom Kha, a łasuchy zakochają się w obłędnych roti! … Tajlandia oferuje taką różnorodność potraw, ze każdy znajdzie coś dla siebie.

Nas najbardziej urzekła noodle soup i jedliśmy ją praktycznie codziennie! Grilowana wołowina lub wieprzowina, świeże warzywa i dużo makaronu – no po prostu niebo w gębie! 😍

Odwiedziliśmy pływający market w Tajlandii! 
…nie wiemy za bardzo jak do tego tematu podejść, bo floating market wydaje się być wręcz punktem obowiązkowym podczas wizyty w Tajlandii. Z tego też powodu umieściliśmy jego odwiedziny na naszej liście. Będąc w Tajlandii poszperaliśmy trochę i znaleźliśmy mnóstwo informacji, że w tym momencie pływające markety są tylko i wyłącznie turystyczną atrakcją, i dla Tajów straciły juz na znaczeniu… Bardzo chcieliśmy go zobaczyć i samemu wyrobić sobie opinię, ale koniec końców trafiliśmy na inny market w Bangkoku, który skradł nasze serca – JJ Green market. To miejsce spotkań młodzieży tajskiej, które przypomina trochę nasz krakowski Kazimierz. Mnóstwo jedzenia, muzyka na żywo, stoiska z różnościami – jeśli chcesz posmakować trochę tutejszego klimatu koniecznie zahacz wieczorem o JJ Green!

Zrobiliśmy pętle Mae Hong Son na skuterkach
… o czym powstał odrębny post! O tu😊
Zrobienie tej pętli było świetnym wyborem – Tajlandia Północna jest piękna i z chęcią spędzilibyśmy tu jeszcze drugi miesiąc 😄 Sama prowincja Mae Hong Son jest położona na najbardziej górzystym terenie w całej Tajlandii. Można tam zobaczyć takie perełki jak np. pole dziko rosnących słoneczników, które kwitną jedynie przez 2 tygodnie listopada! Nam się udało!

Cudne słoneczniki ❤️

Cudne słoneczniki ❤️

6 naszych grudniowych podróżniczych „naj”

Najpiękniejsze miejsce
Miasto? Długo nie musielismy się zastanawiać – Sukhothai! Za niesamowicie spokojny i autentyczny klimat tajskiego miasteczka, za prawdziwy nocny market, za piękne wsie i antyczne Stare Miasto ❤️!

Sukhothai - ruiny starego miasta

Sukhothai – ruiny starego miasta

Sukhothai - park

Sukhothai – park

Nasze serce skradły też Mae Hong Son za cudowne góry i piękne jeziorko, oraz Chiang Mai – za tajski boks, niesamowicie smaczne jedzenie i hostel Mint, który zaczynaliśmy nazywać naszym domem.

Najpiękniejsze miejsce przyrodnicze to z kolei zdecydowanie Park Khao Yai!

Prowincja Mae Hong Son

Prowincja Mae Hong Son

Najciekawsza historia
Jedna z zabawniejszych historii, jakie nam się przytrafiły to ta, kiedy zabrakło nam benzyny w drodze do Mae Sariang. Było już ciemno, a my jak łosie pchaliśmy nasz skuter pod górkę i potem staczaliśmy się w dół. Doturlaliśmy się do… posterunku Policji, kilka kilometrów przed miastem. Panowie policjanci mieli z nas niezły ubaw – podjechali na stację benzynową i poratowali nas paliwem.

A wszystko możecie obejrzeć na naszym kanale! 

Druga z kolei historia należy do takich, po których świat wydaje się piękniejszy, a ludzie cudowni. Chodzi o naszą autostopową przygodę i dwójkę chłopaków, którzy zawieźli nas późnym wieczorem do miasteczka oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów. Czy było im to po drodze? Zupełnie nie! Zrobili to bezinteresownie, z czystej dobroci i ciekawości drugiego człowieka. Zaprosili nas na tajską kolację i podwieźli pod próg hotelu… I jak tu nie kochać autostopu?

Wspólna kolacja 😊

Wspólna kolacja

Największe zaskoczenie
Słyszeliśmy bardzo dużo o tym, że Bangkok jest niezwykle egzotycznym, szalonym i kolorowym miastem… Nie wiem, czy to przez wcześniejsze przyzwyczajenie do Kathmandu, najgłośniejszego i najbardziej szalonego miasta jakie poznaliśmy, ale Bangkok wypadł bardzo…normalnie! Świetnie zorganizowany, przystępny i dużo bardziej przypominający stolice miast europejskich niż azjatyckich! Ciekawi jesteśmy, jakie są Twoje wrażenia z wizyty w tym mieście?

Najtrudniejszy moment
Nasz kryzys przyszedł w Chiang Rai, czyli już pod koniec naszej wizyty w Tajlandii. Zaszyliśmy się na kilka dni, aby trochę popracować i przygotować się przed kolejnym krajem. I niestety – Chiang Rai okazało się kompletną klapą! Przede wszystkim nigdzie nie spotkaliśmy się z tak niesmacznym jedzeniem… Całe miasteczko wydaje się być stworzone na potrzeby turystów i przez to jest bardzo sztuczne. Pobyt tam nie wpłynął dobrze ani na nasze samopoczucie, ani na chęć tworzenia czegokolwiek. I tak jojczeliśmy i narzekaliśmy przez kilka dni, tęskniąc za Chiang Mai. Sytuację trochę uratowała Wat Rong Khun, która robi bajkowe wrażenie oraz kocia kawiarnia!

Największa duma
Najbardziej jesteśmy dumni z tego, że przez ostatni miesiąc codziennie wrzucaliśmy nasze vlogi z podróży, pisaliśmy posty na Facebooka, a co najważniejsze – sprawiało i nadal sprawia nam to ogromną radość! Z dnia na dzień daje nam to coraz więcej frajdy, a to dzięki Wam – dostajemy od Was tyle niesamowitych wiadomości, że to co tworzymy Was rozwesela i uprzyjemnia Wam dzień. Dziękujemy Wam bardzo!

Najsmaczniejsze danie
Naszym numerem jeden dań tajskich jest zupa noodle soup – jadaliśmy ją praktycznie codziennie w różnych wariantach. Nasze serce skradła też wersja z grillowaną wieprzowiną i z kaczką.
A najlepszy deser to… tajskie ciasteczka kokosowe! Zdeklasowały nawet roti!

Nie ma zupy, ale jest sok z marakui😊

Nie ma zupy, ale jest sok z marakui

Listopad bl fajnym miesiącem. Aż nie możemy doczekać się podsumowania grudnia  i kolejnego kraju do odhaczenia na naszej liście…

Do później!

Justyna i Tomek


2 Komentarze

senior · 2017-12-10 o 18:21

super!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *